Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 kwietnia 2010

0

Pierwsze recenzje iPada - ogółem OK

Walt Mossberg
Dziennikarze w USA otrzymali już swoje tablety i podzielili się swoim zdaniem na temat najnowszego dziecka firmy z Cupertino. Opinie są na ogół pozytywne.

Jednym z dziennikarzy, który otrzymał urządzenie jest Walt Mossberg. Na łamach portalu Wall Street Journal, mówi że urządzenie może wyznaczyć nowe trendy, zmienić sposób korzystania z komputerów i być dużym rywalem dla laptopów. Ma potencjał do bycia częścią informatycznej rewolucji. Głównie z powodu odejścia od tradycyjnego i starego interfejsu, w którym korzystamy z myszy i klawiatury. Walt Mossberg twierdzi, że iPad sprawdzi się dla osób, które nie chcą taszczyć wszędzie swojego laptopa, a często korzystają z zasobów sieci w prosty i nieskomplikowany sposób (serwisy społecznościowe, e-mail, oglądanie filmów, zdjęć, słuchanie muzyki, granie w gry).

Ogromnym plusem jest wielki zasób gotowych aplikacji dla tabletu (1000 dedykowanych dla iPada i te które działają na iPhonie). Sprzęt nie jest wygodny jak czytniki ebooków, co nie powinno nikogo dziwić (ekran e-ink nie męczy oczu tak jak LCD). Ilość cyfrowych książek dostępnych jest także zaletą (60 000 w tym 30 000 ebooków z Projektu Gutenberg, które można pobrać za darmo). Warto zwrócić uwagę także na imponujący czas pracy na baterii - lepszy niż podaje Apple. W sumie udało się używać iPada przez 11.5h przy włączonym WiFi i prawie ciągłym odtwarzaniu wideo.

Są też minusy - brak wbudowanej kamery, brak wsparcia technologii Flash, brak wielozadaniowości (nie można uruchomić kilku aplikacji na raz), nie ma możliwości robienia notatek (podczas lektury książek czy e-prasy), dokumenty Worda tracą czasami formatowanie, PDFy są nieczytelne. Poczta także ma ograniczenia (brak możliwości utworzenia lokalnego folderu, nie ma możliwości sortowania etc.), wymuszenie używania iTunes do synchronizacji danych z urządzeniem.

Oprócz krótkiej recenzji wideo Walta Mossberga możecie obejrzeć opinię Jeffersona Grahama z USA TODAY.

Już w sobotę zaczyna się sprzedaż detaliczna urządzenia, zatem zaczekajmy na opinie szarych użytkowników, którzy zamówili tablet w przedsprzedaży.

Źródło: FrazPC

czwartek, 17 grudnia 2009

0

Czy Amazon Kindle jest rzeczywiście cool? - okiem Bartłomieja Roszkowskiego

Kindle, czyli czytnik ebooków wyprodukowany przez największy sklep internetowy na świecie Amazon.com nie jest bezpośrednio związany z rynkiem audiobooków. Jednak ze względu na kilka jego funkcji np. text to speech, czy możliwość słuchania na nim audiobooków postanowiłem zamieścić na blogu recenzję. Każda inicjatywa, która wzmacnia zainteresowanie cyfrowymi (w tym cyfrowymi audiobookami) jest dla nas (czyli fanów audiobooków) bardzo ważna.

Czytnik Kindle 2 kupiłem około 2 miesiące temu. Z jednej strony był to mój obowiązek, jako osoby prowadzącej sklep internetowy z ebookami, z drugiej była to ciekawość. Ciekawość tym silniejsza, iż biznes całej mojej rodziny opiera się na dobrym starym druku offsetowym (prowadzimy sporą drukarnię offsetową pod Warszawą).

O czytniku Kindlu słyszałem już wcześniej z wielu artykułów prasowych, z radia, z telewizji. Podobnie jednak, jak dziennikarze na co dzień opisujący e-papier nigdy nie miałem go w ręku. Tym bardziej jestem szczęśliwy, że mogę się podzielić czytelnikami moimi wrażeniami, jako jeden z pierwszych nabywców e-papieru z prawdziwego zdarzenia.


Zakup: zakup Kindle’a jest niezwykle prosty. Wystarczy wejść na stronę sklepu Amazon.com, który jest wyłącznym sprzedawcą tego urządzenia. Do zakupu potrzebujemy zarejestrowanego konta oraz aktywnej karty kredytowej. Koszt zakupu Kindle na rynek międzynarodowy to $ 365,98 USD. Kindle podczas zakupu stosuje sprytny „trick” marketingowy na korzyść Klienta. Otóż w kilka dni po zakupie oddaje klientowi $20 USD, jako rzekomą obniżkę jego ceny. Obiektywnie patrząc miła niespodzianka, która wpływa na bardzo pozytywny odbiór Kindle – zanim do nas dotrze. W cenę Kindle wchodzą już wszelkie opłaty celne i wysyłka (wygodne).

Odbiór towaru: Kindle nie dociera do nas w designerskim opakowaniu. Samo opakowanie jest bardzo zwykłe, zdaje się przygotowane z makulaturowego papieru. Ma to podkreślać jego ekologiczność. Dodatkowo, co bardzo ważne zwłaszcza dla osób nietechnicznych to to, że Kindle dociera do nas od razu zarejestrowany na nasze dane, podłączony do naszego konta na Amazon.com (także z kartą kredytową). Dostajemy więc urządzenie typu plug&play, czyli gotowe do użycia zaraz po wyjęciu z pudełka. Bardzo dobre rozwiązanie, jeżeli chce się, aby urządzenie przyjęło się na rynku głównym i nie zostało zaklasyfikowane, jako coś co jest tylko dla gadżeciaży lub geeków komputerowych. W tym wypadku możemy być całkiem spokojni. Nawet starsi ludzie (sprzed ery cyfrowej) powinni sobie poradzić. Jedyną wada jest amerykańska wtyczka do ładowarki (trzeba wyposażyć się w polską przejściówkę).

Korzystanie z Kindle: produkty, które po pierwszym wyjęciu z pudełka powodują, że klient krzyczy „wow”, są tymi produktami, które maja szansę przyjąć się na rynku na dobre. Taki jest też Kindle. Wrażenie nie robi jednak sam czytnik co szybkość dokonywania na nim zakupów bezpośrednio w sklepie Amazon.com oraz sama procedura pobieranie książek. Czytnik został wyposażony w bezprzewodowe łącze 3G (wbudowana karta). Łącze nazywa się Amazon Whispernet i daje nam możliwość szybkiego, bezprzewodowego kupowania książek bez względu na to, w którym jesteśmy miejscu (byle by był dostęp do byle jakiej sieci 3G). Kupowanie i pobieranie książek jest bezpłatne. Wszystko działa w tzw. roamingu, wobec czego sam Amazon nie musiał podpisywać umów z operatorami, w każdym z krajów do którego eksportuje czytniki, ale wystarczyła umowa z dużym operatorem w USA. Kupowanie i dostęp do książki nie był jeszcze nigdy tak szybki – 30 sek zakup – 1-2 minuty pobranie. To jest naprawdę „wow”.

Opinia na temat czytników: jest kilka czynników, które powodują, że Kindle przyjmuje się na rynku. Nie jest to bynajmniej sam czytnik, których podobnej jakości (wygląd i funkcjonalności) jest sporo już na rynku. Tak, naprawdę sukces (czyli ogromna sprzedaż czytników i zwiększenie sprzedaży książek) wywołany jest przez zbliżenie książki (jako tekstu oderwanego od formy papierowej) do czytelnika. Prosta zasada: kupuję kiedy chcę, czytam kiedy chcę i jak chcę (Amazon nazywa tą zasadę: „Books in under 60 seconds”). Osobiście w ciągu niespełna miesiąca dokonałem zakupów książek na większą kwotę niż przez poprzednie pół roku. To chyba o czymś świadczy.

Sam jednak sukces rynkowy nie byłby możliwy, gdyby nie ogromne portfolio tytułów dostępnych na Amazon.com w wersji elektronicznej. Jeżeli chodzi o same czytniki, to prawdopodobnie w Polsce pojawi się w najbliższej przyszłości sporo ciekawych rozwiązań. Patrząc jednak z perspektywy moich doświadczeń w rozmowach z wydawnictwami (od strony ilości tytułów dostępnych w wersji elektronicznej na rynku) trzeba będzie jeszcze poczekać kilka lat, aż cos się zmieni w tej kwestii.

Mam tylko szczera nadzieję, że wydawcy książkowi nie prześpią swojej okazji i nie znajda się z przysłowiową ręką w nocniku, na wzór koncernów prasowych. W przypadku prasy, jeszcze kilka lat temu wydawało się, że mamy boom, są wzrosty, mają władzę. Tymczasem kryzys znacznie przyspieszył pewne procesy i obecnie prasa znajduje się defensywie. Książki broni jednak to, że jej treść istnieje od kilku tysięcy lat. Zmienia się tylko forma jest dostarczania do czytelnika. Muszą o tym pamiętać wydawnictwa z sukcesem operujące na rynku w tej chwili. Nic nie jest dane na wieki. Tym bardziej, że czasy mamy takie, że świat się zmienia w szalonym tempie.

poniedziałek, 30 listopada 2009

0

Recenzja iRiver Story - DailyTECH.pl

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

Wspominałem już kilka razy na DailyTECH.pl o urządzeniach z segmentu ebook. Ostatnio pisałem o rozgrzewającym się do czerwoności rynku e-papieru. Dzisiaj natomiast mam możliwość przetestować dla Was prawdziwe urządzenie. Nie tylko opisywać kolejny produkt, mający premierę za oceanem, ale wreszcie wziąć w dłonie prawdziwy czytnik, pozwalający poznać mi nową technologię. Bohaterem dzisiejszego Laboratorium DailyTECH.pl jest czytnik iRiver Story.

Na początek, tradycyjnie trochę specyfikacji oraz dane techniczne dotyczące testowanego urządzenia.

iRiver Story:

  • Ekran: elektroniczny atrament, 6 cali, rozdzielczość 600×800, 8 odcieni szarości
  • Pojemność: 2 GB
  • Obsługiwane dokumenty: EPUB, TXT, PDF, DOC, PPT, XLS, JPG, BMP, GIF
  • Obsługiwane pliki audio: MP3, WMA, OGG
  • Dodatkowe funkcje: dyktafon, kalendarz, notatnik
  • Porty: USB 2.0, slot kart SD o pojemności do 32GB
  • Akumulator: litowo-polimerowy 1800 mAh, ładowanie poprzez USB
  • Czas pracy: do 9000stron, 20h muzyka
  • Wymiary: 127mm x 203,5mm x 9,4 mm
  • Waga: 284 g

Ergonomia i estetyka wykonania:
Biorąc iRivera Story w dłonie po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że jest on cięższy niż wskazywałby na to jego wygląd czy grubość. Nie jest to jednak przytłaczająca waga. Nie powinniśmy też spodziewać się mniej po urządzeniu typu czytnik e-książek. iRiver wyposażony został w baterię o dużej pojemności, która według mnie jest najcięższym elementem czytnika. Dzięki niej możemy jednak odtwarzać muzykę przez prawie 20 godzin, a w przypadku książek prędzej podłączymy czytnik do komputera, żeby wgrać kolejne pliki (ładując akumulator przy okazji) niż będziemy musieli naładować go z powodu odtwarzania dokumentów i obrazów.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

Całość wykonana jest z białego i twardego, matowego plastiku, a co za tym idzie, sprawia wrażenie trwałej konstrukcji. Front urządzenia to duży, 6 calowy wyświetlacz e-ink. W sieci pojawiają się komentarze, że ramka otaczająca urządzenie i ekran jest zbyt duża. Według mnie, umożliwia ona jednak wygodne chwycenie urządzenia bez konieczności dotykania ekranu. Tuż pod ekranem znajdziemy natomiast pełną klawiaturę QWERTY z przyciskami funkcyjnymi. Po prawej i lewej stronie, w ramce urządzenia umieszczone zostały 4 przyciski służące do przełączania stron. Pozwalają one w bardzo intuicyjny sposób przeglądać i czytać książki lub inne dokumenty.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

iRiver Story jest bardzo cienkim urządzeniem, które według specyfikacji ma tylko 9,4 mm. Na spodzie czytnika znajdziemy (od prawej) wejście słuchawkowe 3,5 mm, suwak włącznika i blokady urządzenia, mikrofon dyktafonu oraz zaślepkę pod którą znajdziemy port mini-USB oraz slot kart SD.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

Na plecach czytnika mamy natomiast szeroki otwór (na górze), pełniący zapewne funkcje głośników które obecne są w urządzeniu.

Ekran:
Jak wspomniałem wcześniej, Story wyposażony jest w 6 calowy ekran wykonany w technologi e-ink, zwanej również elektronicznym atramentem lub papierem. Ciężko napisać mi coś o jakości wyświetlanego obrazu, gdyż jest to pierwsze urządzenie tego typu, które mam w testach, co z kolei powoduje, że nie mam porównania. Opierając się jednak na własnych obserwacjach i odczuciach mogę powiedzieć, że ekran jest bardzo dobry.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

E-ink to technologia wyświetlaczy zupełnie odmienna od znanych nam ekranów LCD i OLED. Pierwotnie stworzona została w celu wyświetlania statycznych treści, takich jak tekst lub nieruchome obrazy. Ekran zastosowany w Story charakteryzuje się bardzo dobrą jakością obrazu oraz czytelnością. W trakcie testów postanowiłem przeczytać całą książkę na ekranie urządzenia. Po około 10-15 stronach zapomniałem, że nie czytam tekstu na tradycyjnych kartkach papieru. Ekrany e-ink nie posiadają podświetlenia dlatego, w nocy nie jest możliwe czytanie bez dodatkowego źródła światła. Myślę, że jest to jeden z powodów dla których czytanie na nim jest takie naturalne. Jedynym minusem ekranu Story jest jego nieco za ciemny podkład (pod warstwą wyświetlającą). Gdyby był jaśniejszy lub po prostu biały, ekran ten byłby dosłownie e-papierem.

Książki i dokumenty:
Story to przede wszystkim urządzenie przeznaczone do czytania książek i różnych dokumentów. W tej roli sprawdza się świetnie. Jak wspomniałem już wcześniej, przeczytałem książkę na ekranie iRiver Story. W zależności od formatu w jakim posiadamy czytaną książkę, urządzenie pozwala nam dokonywać różnych manipulacji tekstu. Jeżeli książka zapisana jest w formacie TXT lub EPUB, możemy bez problemu powiększyć stronę lub czcionkę, a nawet zmienić orientacje ekranu z wertykalnej na horyzontalną.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

PDF ze względu na bardziej zwartą strukturę, pozwala tylko powiększyć stronę lub zmienić jej orientacje. Nie ma tutaj możliwości zmiany wielkości czcionki. Z kolei w przypadku plików JPG nie ma żadnych możliwości manipulacji obrazem, powiększania go czy obracania. Możemy jedynie nawigować między stronami. Pomimo to, Story świetnie sprawdza się jako urządzenie do czytania książek lub nawet komiksów (szczególnie japońskich mang).

Interfejs i funkcje:
Obsługa Story jest bardzo intuicyjna oraz prosta. Interfejs podzielony został na katalogi i menu, które pozwalają dostać się do zgromadzonych w urządzeniu książek, komiksów, dokumentów oraz muzyki. iRiver Story nie jest jednak tylko odtwarzaczem. Posiada on bowiem kilka funkcji charakterystycznych dla urządzeń takich jak smartphone czy zwykłych telefonów komórkowych.

  • Kalendarz
    Pozwala prowadzić w urządzeniu swoje zdarzenia i zadania do wykonania. Wpisujemy je za pomocą klawiatury umieszczonej pod ekranem. Możemy ustawić również zakres czasowy wydarzenia. Generalnie jest to kompletna funkcja kalendarza, posiadająca prawie wszystko co mieć powinna. Minusem jest jednak brak możliwości synchronizacji z zewnętrznym kalendarzem.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

  • Notatnik
    Jest to prosta aplikacja umożliwiająca pisanie za pomocą klawiatury urządzenia. Wszystkie zapisane w urządzeniu notatki są potem dostępne jako pliki na dysku wymiennym, po podłączeniu do komputera.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

Opisane powyżej funkcje, w mojej opinii powinno traktować się jako ciekawostki. Wynika to z 3 rzeczy. Po pierwsze, iRiver Story jest urządzeniem, które za sprawą swoich gabarytów ciężko zabierać ze sobą wszędzie. Nie możemy bowiem włożyć do kieszeni tak jak telefon lub odtwarzacz. Chcąc je zabierać wszędzie ze sobą, musimy nosić je w torbie lub pokrowcu. Po drugie, klawiatura zainstalowana w urządzeniu, nie sprzyja szybkiemu lub długiemu pisaniu. Mamy tutaj pewien paradoks gdyż Story jest za mały, aby pisać na nim w tradycyjny sposób, ale jednocześnie za duży do pisania kciukami. Po trzecie, tak jak już wspomniałem, kalendarzowi brakuje łączności ze światem, co ogranicza jego użyteczność. Oznacza to tylko tyle, że niewiele osób zdecyduje się wykorzystać Story jako swój podręczny kalendarz i notatnik.

Odtwarzacz audio:
iRiver Story posiada również funkcje odtwarzania plików audio. Jakość odtwarzanej muzyki jest bardzo dobra, ale chyba po iRiver nie powinniśmy chyba spodziewać się niczego innego, prawda? Story wyposażony został w podstawowe funkcje związane z odtwarzaniem muzyki, takie jak tryb odtwarzania (umożliwia między innymi powtarzanie wybranego utworu), equalizer (regulacja brzmienia utworu), sortowanie utworów.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

Pomimo to, ze względu na rozmiar urządzenia, nie wyobrażam sobie Story w codziennym użytkowaniu jako odtwarzacza muzyki. No chyba, że będzie on noszony w kieszeni dresów;) Z drugiej jednak strony, nie potrafię wyobrazić sobie produktu iRiver, który nie odtwarza muzyki. Niewątpliwie jest to jednak przydatna funkcja, umożliwiająca słuchanie książek w formie plików audio.

Podsumowanie:
Prawie 2 tygodnie, które spędziłem z iRiver Story utwierdziły mnie w przekonaniu, że e-papier (ta nazwa najbardziej mi odpowiada) to przyszłość. Tak powinna wyglądać książka oraz podręcznik szkolny przyszłości. iRiver stworzył bardzo wszechstronne urządzenie, które zasługuje na pochwały nie tylko z powodu wzorcowego wykonania, ale również wsparcia najpopularniejszych formatów dokumentów. W tej cenie, urządzenie mogłoby co prawda posiadać przynajmniej 4 GB zintegrowanej pamięci. Jest jednak możliwość wykorzystania w urządzeniu tanich kart pamięci SD jako rozszerzenia.

Laboratorium DailyTECH.pl: iRiver Story

iRiver Story byłby idealnym urządzeniem, gdyby posiadał Wi-Fi z przeglądarką internetową, a zamiast fizycznej klawiatury wyposażyć go w ekran dotykowy. Wtedy z powodzeniem służyć mógłby jako elektroniczny notes, a przeglądanie stron www i subskrypcja kanałów RSS byłaby przyjemnością. Bez tych elementów iRiver Story jest tylko, albo i aż, bardzo dobrym produktem.

Plusy i minusy:

      + Wzorcowe wykonanie
      + Wsparcie najpopularniejszych formatów
      + Dobry i czytelny ekran
      + Możliwość taniego rozszerzenia pamięci
      + Dobry odtwarzacz audio
      + Dyktafon
      + Czas pracy
      - Klawiatura
      - Podkład ekranu
      - Brak Wi-Fi oraz przeglądarki WWW

Ocena: 4,5/5

Źródło: DailyTECH.pl

wtorek, 27 października 2009

1

Mój Kindelek - kolejna recenzja czytnika Amazon [biz.blox.pl]

Zgodnie z obietnicą w piątek w południe u moich drzwi pojawił się kurier UPS z pokaźną brązową paczką. Oprócz znaku firmowego Amazon paczka udekorowana była taśmą samoprzylepną z napisem "CŁO". W jej wnętrzu znajdowało się dużo powietrza z Kentucky i dwa niepozorne, kartonowe pudełka w nienaruszonym stanie:
Kindle 00
Większe z pudełek zawierało międzynarodową wersję czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle 2:
Kindle 01
Wraz z czytnikiem otrzymałem kabel USB do połączenia z komputerem i ładowania akumulatora, miniaturowy zasilacz sieciowy w postaci wtyku w standardzie amerykańskim i skróconą instrukcję obsługi:
Kindle 02
Gdy z mojego Kindelka odkleiłem folię zabezpieczającą go przed uszkodzeniem, okazało się, że widniejący na ekranie przepis pierwszego uruchomienia nie został nadrukowany na folii, lecz naprawdę "trwa" na ekranie urządzenia. Elektroniczny papier nie potrzebuje zasilania do podtrzymywania swojego stanu, więc to, co wyświetlono w fabryce pozostaje na ekranie do momentu włączenia czytnika przez nabywcę. W celu porównania wielkości Kindelka z innym gadżetami oraz czytelności ich ekranów, położyłem je obok siebie (od lewej Nokia E71, Amazon Kindle 2 i iPod Touch):
Kindle 03
Pierwszą czynnością, jaką należy wykonać jeszcze przed włączeniem czytnika jest podłączenie go do źródła zasilania w celu naładowania akumulatora. Ponieważ nie miałem pod ręką amerykańsko-polskiego adaptera wtyków, postanowiłem wykorzystać do tego celu zasilacz USB firmy Apple służący do ładowania iPodów (TO BŁĄD - NIE RÓB TEGO):
Kindle 04
Po podłączeniu zasilania i przesunięciu włącznika Kindelek wyczyścił ekran i wczytał system operacyjny - trwało to ponad minutę, ale podczas normalnej eksploatacji urządzenie startuje błyskawicznie, ponieważ jest tylko usypiane. Dioda świecąca i ikona na ekranie wskazywały, że proces ładowania akumulatora przebiega pomyślnie (ale powtarzam - użycie zasilacza USB firmy Apple TO BŁĄD - NIE RÓB TEGO):
Kindle 05
Pierwszą funkcją Kindelka, którą przetestowałem był wbudowany słownik angielski "The New Oxford American Dictionary, Second Edition". Dostęp do poszczególnych haseł następuje poprzez tekstowe pole wyszukiwania i jest wystarczająco szybki. Mechanizm indeksowania książek elektronicznych sprawia, że przy pracy z każdym tekstem możliwy jest podgląd znaczenia poszczególnych słów (ale o tym później):
Kindle 06
Klawiatura czytnika składa się z małych "guzików" - nie ma więc mowy o komfortowym pisaniu, jednak nie jest gorzej niż w przypadku Nokii E71 czy iPoda Touch. Niestety zauważyłem, że mój Kindelek czasami nie zwracał uwagi na wciskane klawisze, trzeba je było długo przytrzymywać, a funkcja czytania tekstów zacinała się. Jak się później okazało te denerwujące objawy były tylko i wyłącznie wynikiem mojego błędu pierworodnego (pamiętaj - użycie zasilacza USB firmy Apple TO BŁĄD - NIE RÓB TEGO).


piątek, 23 października 2009

0

Amazon Kindle w Polsce: pierwsze wrażenia

No i stało się, dzień przed czasem dostałem mojego Kindle (wersja International). Pierwsze wrażenia są całkiem pozytywne. Ale do rzeczy.

Tak na gorąco:
  • Urządzenie robi dobre wrażenie, zostało wykonane przyzwoicie, co więcej iPhone wygląda przy nim trochę mało atrakcyjnie, żeby nie powiedzieć topornie (Kindle ma delikatniejszy design)
  • otrzymałem je od razu spersonalizowane - było od razu skonfigurowane z moim kontem na Amazon, a moje imię wyświetla się na głównej belce nawigacyjnej (miłe)
  • Kupiłem od razu jedną z książek, na które czekałem ("The Social Media Bible" - sam zakup i pobranie książki nie zajęły więcej niż minutę (dodatkowo oszczędność względem wersji papierowej to 9 dolarów - 20 USD zamiast 29 USD)
  • Podobnie nie było problemu z zakupem prenumeraty New York Times i Technology Review (mam najnowsze numery)
Przeczytaj więcej na blogu kaznowski.blox.pl